„Simplicity is the ultimate sophistication.“

Leonardo da Vinci

Bez względu na to, z której strony na to spojrzymy, zawsze wychodzi na jedno: prosto nie ma. Więc stoimy teraz w tym na wiedzy i pomysłach zbudowanym świecie i jesteśmy przygnębieni. Różnorodność jest wprawdzie cudowna – ale jak ją opanować? Wszystko jest takie skomplikowane. Wygląda na to, że społeczeństwo nie dostarcza tego, co sobie obiecywaliśmy: więcej radości, łatwiejsze życie, więcej klarowności. To odgłos biadolenia od wielu lat. To musiało się tak skończyć? Na litość boską, co za bałagan – błagalnie, podnoszą co niektórzy głowy do nieba. Panie, pomóż! Przeciążenie jest boską potrawą, przynajmniej zgodnie ze Starym Testamentem, Księgą Daniela, rozdział 5, wersety od 1 do 30, która opowiada historię babilońskiego księcia Baltazara, syna Nabonida.

W okresie rządów Baltazara panował boom, wszystkiego było pod dostatkiem, a Baltazar wykorzystywał tą sytuację w pełni, co prawie zawszę we wszystkich religiach – starych i nowych – uważane za znak złego charakteru. Oddając się radośnie konsumpcji, ale zdezorientowany, spędzał leniwie czas, podobnie jak dzisiaj. Aż pewnego dnia wydarzyło się coś niezwykłego: narodziła się fraza „jak od magicznej różdżki”. Używamy ją do dziś, gdy wydarzy się coś, czego nie możemy wyjaśnić.

W przypadku Baltazara była to, podczas sutej uczty, wyłaniająca się jakby znikąd ręka bez ciała. To nadprzyrodzone objawienie napisało zaklęcie na ścianie pałacu w języku, którego książę nie znał, a którego nikt na jego dworze nie rozumiał. Znaki były na ścianie – ale co miałyby niby znaczyć? Cóż to za przesłanie? Najmądrzejsi naukowcy na dworze zawiedli. Niezrozumiałe słowa odszyfrował w końcu izraelski imigrant o imieniu Daniel. To, co zaczynało się od „Mane, tekel, fares”, było dla Baltazara szokujące: Bóg postanowił, tłumaczył Daniel, położyć kres twemu panowaniu ponieważ „zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki”.

Zwłaszcza jego politeizm był szefowi cierniem w oku. Do tego to niebotyczne marnotrawstwo. Tego już było za wiele. Baltazar kipiał, lecz nie na długo, następnego wieczoru umarł gwałtowną śmiercią. Ale „policzone, zważone, podzielone” i wiążąca się z tym symbolika przetrwały do dziś. Więc nadal myślimy: różnorodność, brak umiaru, złożoność – są dziełem szatana. Dlatego wsłuchujemy się z lubością w wszelkiej maści „uproszczaczy”. A to sprawia, że jest nam znacznie trudniej aniżeli to konieczne.

Podnieśmy lepiej raz jeszcze głowę i spójrzmy w górę, tam gdzie dla niektórych są niebiosa, dla innych wszechświat. Szacuje się, że jest około 100 miliardów galaktyk, z których każda ma około 300 miliardów gwiazd. To wprawdzie więcej niż mógłbyś ogarnąć, ale wciąż można to zrozumieć. Najjaśniejszą gwiazdą tam u góry jest duch doktora Carla Sagana, który mówi: „Wyluzujcie”. To nie jest aż takie skomplikowane. Ten przed 23 laty zmarły amerykański astrofizyk, popularyzator nauki i publicysta, był już za życia legendą, jeśli chodzi o przekazywanie najtrudniejszych faktów w ogólnie dostępnym języku.

Sagan był nie tylko gwiazdą medialną, ale czołowym naukowcem NASA, który miał znaczący wpływ na amerykański program kosmiczny. Arcydziełem jest wyróżniony nagrodą Emmy dokument „Cosmos.” Z tą pracą mierzą się do dnia dzisiejszego czołowi naukowcy, bynajmniej ci, którzy zrozumieli, że w społeczeństwie opartym na wiedzy, chodzi w skrócie o to aby „trudne” zrobić „łatwym”. Dla opisu wszystkiego, co jest, nie użył zatem Carl Sagan słów wszechświat lub uniwersum, lecz starogreckie kosmos. A to oznacza porządek. W starym greckim światopoglądzie chaos pojawia się przed porządkiem. Kosmicznym jest fakt, tworząc ze starego nieładu nowy porządek. To zadanie, które musimy dzisiaj wykonać.

Termin porządek wprowadza nas niejednokrotnie w błąd: wielu postrzega go jako całkowitą kontrolę nad wszystkim, co ich otacza. Mania kontroli dominuje w zarządzaniu, polityce, a także wśród większości obywateli, którzy narzekają czasem na zbyt wielką, czasem na zbyt małą kontrolę. Z porządkiem ma owa psychoza ponowoczesnego społeczeństwa niewiele wspólnego. Porządek w kosmicznym, czyli rzeczywistym znaczeniu oznacza tyle, co bilans, podstawowe zrozumienie.

Tyle w temacie wiedzy ogólnej. Nie musisz studiować medycyny, żeby wiedzieć, że mając ból zęba warto odwiedzić dentystę. Porządek oznacza rozsądną, duchową współpracę ludzi. Aby doznać oświecenia, zajmuj się fenomenami. Ten proces nazywamy również: uczeniem się. Jeśli potraktujesz siłę poznawczą zbyt łatwo, skończysz w chaosie, a jeśli zbyt ciężko, również. Zbyt niskie i zbyt nadmierne wymagania wpływają na siebie. Chaos płodzi strach. Jest to stan zamętu w głowie, którego przyczyny nie są jasne. Tu leży pole działania wszystkich manipulatorów.

Przekształcają strach w grozę, czyli bezpodstawne uprzedzenia. Środkiem do celu jest wielkie uproszczenie. W czasach transformacji jest to prawdopodobnie najbardziej rozpowszechniony stan emocjonalny: jeśli nie możesz znaleźć sposobu, aby uzyskać rozeznanie, to złożoność zostanie wyłącznie złożona – i postrzegana jako zagrożenie. Rezultatem jest zachowawcze, wsteczne, konserwatywne, zachowanie. Niespodzianki i zmiany są w nich niebezpieczne. Brzmi znajomo?

Sprawiają problemy, komplikacje. Lekarze posługują się tym terminem, gdy coś niespodziewanego dzieje się podczas terapii. Byłoby jednak znacznie lepiej, gdybyśmy myśleli jak zegarmistrzowie: dla nich „Grande Complication” jest kulminacją ich dokonań i kreatywności, zegarek, który poza zwykłym okazywaniem czasu, ukrywa wiele mechanicznych cudów. Widocznie mechanika precyzyjna jest wyjątkiem. Większość ludzi cierpi na kompleks złożoności. To nie musi być smutnym przeznaczeniem. Nie trzeba zawsze spoglądać na społeczeństwo, jak na totalnie nowy świat, inaczej, trzeba to lepiej wyjaśniać. Bullshit bingo, dominujące przy temacie cyfryzacja, jest nie do zniesienia, a tak jest prawie wszędzie. Nie potrzebujemy znaków na ścianie, lecz więcej jasności. Trzeba uczynić rzeczy tak prostymi, jak to tylko możliwe.

Ale nie łatwiejszymi – oto formuła nowej ery. Jak możemy zapewnić możliwie jak największej ilości osób dostęp do wiedzy? Jak wyjaśnić im świat i korzyści płynące z różnorodności? W czasach transformacji są to najważniejsze kwestie, to od nich zależy dobrobyt większości ludzi i społeczny spokój. Nadszedł czas wielu Carl Sagans aby zamienić chaos w kosmos. Albo, ujmując to nieco prościej: zajmują się badaniami użyteczności, Usability, dla społeczeństwa. Zanim jakikolwiek samochód, komputer, aplikacja, mikser lub pralka, nie zapominając o odkurzaczu i wibratorze, pojawią się w sprzedaży, zazwyczaj bada się przy pomocy dużej ilości pieniędzy, jak przyszli nabywcy i użytkownicy będą naturalnie mogli poradzić sobie z tymi produktami i systemami. Usability stała się kluczowa dla sukcesu nowego produktu i pomysłu.

Wzlot Apple jako jednego z najbardziej znaczących dostawców urządzeń cyfrowych na świecie wynika w dużej mierze z nacisku firmy na prostotę użytkowania. Stało się to w czasie, w którym większość inżynierów, a nawet dyrektorów firm komputerowych argumentowało, że ludzie, którzy nie potrafią czytać układów scalonych, nie mają przy komputerach co szukać. Nie tylko Steve Jobs i jego zespół pracowali niestrudzenie, aby znieść ten dogmat. Było to warunkiem ogromnego sukcesu komputera osobistego, co z kolei stało się warunkiem korzystania z Internetu.

Późne lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte były decydujące dla tego przewrotu. Carl Sagans generacji komputerów osobistych byli oczarowani ideą uczynienia czegoś bardzo skomplikowanego tak prostym, że każdy dzieciak może sobie z tym poradzić. To znowuż nie tylko otworzyło gigantyczny potencjał rynkowy, ale także nowy sposób myślenia i wyraźną poprawę dostępu do technologii cyfrowej: zamiast niezrozumiałych linii programów i kodów na ekranach, teraz widziałeś symbole graficzne, których znaczenie każde dziecko rozumiało: symbol folderu na wszystko co można odłożyć, symbol kosza na wszystko, czego chcesz się pozbyć.

Aplikacje umożliwiające na każdym smartfonie transformację głosu na tekst są tak samo częścią tego uproszczenia, jak integracja wirtualnej rzeczywistości czy cele zdrowotne. Prostota w społeczeństwie opartym na wiedzy to nie tylko powściągliwość i skromność, lecz również więcej sensu i korzyści dla wielu. Jednak nie wystarczy wszystko ułatwić – musimy to zrobić podwójnie. To trudne. Ponieważ to, co wydaje się lżejsze i dotyku lepsze, nie da się już tak łatwo już uprzedmiotowić, jak ergonomiczny design uchwytu żelazka lub interfejs komputera. Subiektywne poczucie umiejętności radzenia sobie z techniką, procesem lub pomysłem nie da się uzyskać, tak jak w przeszłości, przy użyciu ujednoliconych produktów masowych. Kiedyś standard musiał wystarczać. Garnitury były dla jednych za szerokie, dla innych za ciasne.

Jednak w postindustrialnym społeczeństwie, nie tylko używanie i dostęp do towarów, produktów i systemów powinno być proste i zrozumiałe, ale również być tego rezultatem. Wszystko to powinno „ułatwiać nam życie”, jak się potocznie mówi. Oznacza to, że pewne czynności i procesy w codziennym życiu użytkowników stają się zauważalnie łatwiejsze – a tym samym przyczyniają się do ogólnego wrażenia, w którym świat i aktywność, którą się w nim ima, nie są postrzegane jako obciążenie. To, co nas w związku ze złożonością denerwuje, to nie różnorodność, lecz osobista trudność w zgłębieniu różnorodności. Rozwiązaniem tego problemu nie jest głupie ominięcie, ale sprytny dodatek – każdy powinien dostać to, czego osobiście potrzebuje. To jest stan idealny. Łatwiejszy dostęp prowadzi również do łatwiejszego życia, w którym jestestwo, w przeciwieństwie do sztywnego industrializmu pasuje, kołysze się i może swobodnie oddychać. To tylko lepsze życie, jeśli tak to się czuje. Nie należy jednak wyobrażać sobie tego tak łatwym, jak większość ludzi nadal to czyni.

Prawie wszystko, co ludzkość do tej pory osiągnęła, powstało w wyniku znoju i wysiłku. Nasza kultura i nasza zbiorowa pamięć zostały ukształtowane przez dziesiątki tysięcy lat, w czasach, gdy ciężka praca fizyczna na polu i polowaniu była normą. Pracowitość jest kultem społeczeństwa przemysłowego. Ktoś kto ciężko nie pracuje, jest nicponiem, może niekoniecznie leniuchem, ale z pewnością kimś, kto nie zasługuje na to, co w życiu ma. Według tej archaicznej koncepcji jest tworzona polityka, hierarchie konsolidowane w firmach, uprzedzenia napędzane i stara władza konserwowana. Każdego dnia, wszędzie.

Dzisiejszymi uproszczaczami są osoby nazywani już w starożytnym Rzymie populistami, czyli ludzie, których cechą jest retoryka odwołująca się do „woli suwerena”. „Suweren” to ci, których strach chce się zmienić w resentymenty. Populizm jest konserwatywną metodą: deklarując stan rzeczy jako odwieczny standard. Nic się nie zmieni a jeżeli już to ku złemu. Na tym tle wezwanie do „ułatwiania” może być źle zrozumiane. Populizm, charakteryzuje się odrzuceniem elit i instytucji, antyintelektualizmem, pozornie apolitycznym wyglądem, wzywającym do zdrowego rozsądku, polaryzacji, personalizacji i moralizacji.

Ta definicja odzwierciedla dzisiejszego ducha czasu. Prawie wszystko w nim przemawia przeciwko otwartemu społeczeństwu: wszystko, co „u góry”, jest błędne w tym światopoglądzie i przyczynia się do zamieszania – celowo. To „bogaci”, „intelektualiści” – więc ci, którzy nie pracują „uczciwie i ciężko” i manipulują tylko innymi. Populizm rozkwita tam, gdzie każdy idzie na łatwiznę. Nie tylko w Polityce. Populistyczny jest również stereotyp szefa i kierownictwa, którzy robią wszystko źle, a na najniższych szczeblach w firmie można znaleźć wyłącznie uczciwość par excellence. Populizm tkwi także w uprzedzeniach wobec ludzi, których praca z punktu widzenia obserwatora jest niezrozumiała. To może to być inny dział, inny specjalista, idea, której nie rozumiesz, język, którym nie mówisz.

Populizm jest niezrozumieniem. I kulturą subordynacji. Populizm jest wrogi wobec nieznajomego. Dlatego…